Wychodzimy za mąż!

Tak, tak wychodzimy bo jak jedna z Nas to pozostałe, siłą rzeczy też. Oczywiście to kolejne wyzwanie, kolejny projekt do realizacji, ale o tyle trudny, że chyba najbardziej nacechowany emocjonalnie.

Pinterest oczywiście zwiedzony, behance też, sam wujek Google sporo poopowiadał, ale jak każda niepoprawna panna młoda chcę by wszystko było wyjątkowe… Pomysłów oczywiście miliony, nawet takie, które zjadłyby połowę weselnego budżetu 😛 Na szczęście są przyjaciele, którzy pilnują bym nie popłynęła aż tak daleko.

Od zawsze lubiłam góry, choć przyznaję nieczęsto w nich bywałam, bywało różnie. Nigdy nie należałam do kobiet, które od 3 roku życia wiedziały gdzie i jak będzie wyglądał ich ślub, jaka będzie sukienka i czy gołębie będą tańczyć walca, tym bardziej nie przypuszczałam, że ślub będziemy brali w górach. Dobra! W ogóle nie przypuszczałam, że będę brała ślub ;P

Całość zaproszenia przenosi kawałek natury co podkreśla delikatny zapach mchu. Przeważa delikatność o artystycznym zabarwieniu. Zaproszenie jest bardzo osobiste tym bardziej, że jest tam nasze zdjęcie, jego forma nawiązuje do fotek wykonanych polaroidem.

A żeby nie zanudzać to wrzucam poniżej foty. #dużodobra

– Megane.

 

Pudełka ręcznie bigowane i sklejane, wypełnione dwoma rodzajami mchu: chrobotkiem i dekoracyjnym. Wewnątrz znajduje się zdjęcie przypięte na klamerce i naturalnym sznurku. Zaproszenie dwustronne lekko ułożone na wierzchu. Pudełko przewiązane jest naturalnym sznurkiem z umieszczoną na nim winietką z osobistą pieczątką.